poniedziałek, 28 września 2009

KOCHAJMY WYBRYKI

Tak wiele słów już powiedziano o aresztowaniu Romana Polańskiego, mądrych i głupich, a także podłych.
Tłuszcza zaryczała z rozkoszy: oto króla prowadzą na szafot!
Fui!

Gdyby sędzia Laurence J. Rittenband, niech się smaży w piekle, spełnił swoje knowania i wsadził Polańskiego na 30 lat do więzienia, po to tylko, by zrobić – jak wielu innych prokuratorów na całym świecie – karierę na skórze znanej postaci, więzień Polański nie nakręciłby:
Tess (1979)
Piratów (Pirates, 1986)
Frantica (1988)
Gorzkich godów (Bitter Moon, 1992)
Śmierci i dziewczyny (Death and the Maiden, 1994)
Dziewiątych wrót (The Ninth Gate, 1999)
Pianisty (The Pianist, 2002)
Olivera Twista (2005)
Każdy ma swoje kino (Chacun son cinéma, segment Cinéma érotique, 2007)

Nie napisałby scenariuszy do swoich filmów, nie zagrałby w:
W Chassé-croisé (1982)
Lucky’ego w Czekając na Godota, En attendant Godot (1989)
Kuryłowa w Powrocie do ZSRR, Back in the U.S.S.R. (1992)
Sadystycznego Inspektora w Czystej formalności Una Pura formalità, (1994)
W Śmiertelnym zmęczeniu, Grosse Fatigue, (1994)
W Hołdzie Alfredowi Lepetitowi (2000)
Papkina w Zemście (2002)
Detektywa Jacques’a w Godzinach szczytu 3 (2007)
Magnata filmowego w Cichym chaosie (2008)

Nie spotkałby się z tysiącami innych twórców, których zainspirował, studentów, dziennikarzy, widzów.

Matka durniów jest ciągle w ciąży.
Geniusze są wybrykami kochającej ludzkość natury.




PS. Niestety, trzeba było chwilowo zrezygnować z planowanego programu „Świat wg. Jacka".

piątek, 18 września 2009

BUCIORY I MUR

No tak...
Po licho nam wrogowie zewnętrzni; sami się pożremy. Nawet na tym forum, choć wcale nie musimy, wcale nie jest to obowiązkowe...

Pani Kaju Miła,
Nie potrafię jeszcze rozszyfrować polityki Baracka Obamy, wyrobić sobie na jej temat jednoznacznej opinii... Czytam różne komentarze amerykańskie... Niektóre nawet nie są irytująco amerykanocentryczcne, wiele z nich pała niekłamaną sympatią do Polski.
I gdyby nie tragiczny wypadek w kopalni - bardzo współczuję rodzinom ofiar, to naprawdę powinno nas przekonać do innych źródeł energii, jeśli trzeba wysyłać istoty ludzkie na niepotrzebną śmierć 1000 metrów i więcej pod ziemię - to byłbym część tych opinii w TVN24 przedstawił.

Jak razie nie mam Obamie wiele do zarzucenia.
Już kiedyś pisałem: stroszenie min przez naszego prezydenta, w duecie z Saakaszwilim, jakoś nie nastraszyło Putina, nie spowodowało zmiany jego poglądów, strategii i taktyki.
Chcemy świata bez wojen? Bez śmierci, cierpień, zniszczeń? To trzeba jednak jakąś próbę dogadania się z Rosją podjąć.
Przypominam sobie okres następujący po wizycie Willego Brandta w Warszawie - mur w mur od 1945, a potem jednak jakieś korzyści dla nas wszystkich. Harald Schmidt, Giscard, Kohl, Mitterrand, wyrywali jednak od Gierka, uzyskiwali jakieś ustępstwa, powodowali, że dysydenci wychodzili jednak z więzień. Dialog ze wstrętnym reżimem przynosił korzyści...
Skoro więc pisowsko-globalna teoria muru w mur nie dało rezultatów, trzeba spróbować innej. I Obama próbuje.
Czy wierzę w zmianę Rosji pod wpływem działań Obamy?
Nie.
Ale cieszę się, że próbuje.
Z dwoma zastrzeżeniami:
Jeden z amerykańskich komentatorów napisał: „Obama obiecywał przemienić dawnych wrogów w przyjaciół, a tymczasem pracuje nad tym, by dawnych przyjaciół przemienić we wrogów”. Na buciory w polityce zagranicznej nie ma miejsca, przekonał nas - mam nadzieję - okres rządów duetu Lech Kaczyński - Anna Fotyga. Mam nadzieję, że i Obama nie będzie się poruszał po Europie Wschodniej w podobnych buciorach.
Drugie zastrzeżenie, tym razem komentatorki z Times'a. Co będzie, jeśli Obama odniesie sukces? Niewiele, może ocieplenie z Rosją, współpracę w kilku kwestiach, które Rosja obecnie wetuje w ONZ-ie. Co będzie, jeśli Obama poniesie porażkę? Gorzej, Rosja przekona się, że jest on miękki i że awanturnictwo i twardość popłacają.