czwartek, 1 stycznia 2009

MAMY HAMAS

Organizm, zmęczony rokiem 2008, takim sobie z osobistego punktu widzenia, potrzebował głuszy, ale głusza głuszą, a Internet powinien być. Głuszą chętnie bym się z Państwem podzielił, ale wyszło na jaw w całej jaskrawości, że nie potrafię umieścić w Internecie filmu. Na dodatek miałem ze sobą nową kamerę, jakaś nadzwyczajna nowoczesność, HD i 16:9, ale, draństwo, umieszcza każde kolejne ujęcie w osobnym pliku, i wyświetlenie tego w jednym ciągu wymaga jakiegoś specjalnego software’u, wątpię, czy blogger.com coś takiego posiada. Oczywiście, po powrocie do pracy spytam mądrych ludzi w czym problem, ale pytam ich tak często, że na mój widok mają już odruchy niechęci…

Więc, póki co, chciałbym powiedzieć (odpowiadając Pani Magdzie), że istotnie, mieszkałem w środku bezkresnego oliwnego gaju, na łagodnym wzgórzu, z dwoma stawami, z winnicami (choć w tym sezonie bezlistne, to i tak piękne), w domku, niestety nie z kamienia, tylko z cegieł, „obtrynkowanych” na biało, kominkiem i dwoma 4-miesięcznymi szarymi sierściuchami. Jeśli Pan Bóg był rzeźbiarzem, to tworząc Toskanię był w nastroju niezwykle lirycznym…

Pobyt za granicą, jak zwykle, okazał się pouczający: pod moją nieobecność tutejsza telewizja dokonała kolejnego, gigantycznego kroku wstecz, stawiając schlebianie głupocie na czele listy priorytetów, czyniąc z podsycania naszych najniższych instynktów swoją prawdziwą misję. Ponieważ za kilka miesięcy te rzeczy dotrą również i do nas, więc proszę się przygotować na transmisje TV z procesów sprawców przestępstw seksualnych, omawianie wad ciała i ubioru znanych postaci itp.

Rok temu nie było mnie w studio, by na gorąco komentować zabójstwo p. Benazir Bhutto, w tym roku „przebąblowałem” izraelskie naloty na Strefę Gazy. Moją opinię na temat tych wydarzeń mogą Państwo poznać, czytając „studioopinii.pl”; do tamtego tekstu mogę tylko dodać, że i w Polsce istnieje Hamas.
Dwa czy trzy lata temu Radek Sikorski, wówczas minister Obrony w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, krzyczał na mnie, że, podczas gdańskiego Areopagu pytałem go, jak może pogodzić krytykę ekstremizmu religijnego z regularnymi wizytami w Radiu Maryja: „chyba Pan nie porównuje Hamasu z Radyjem”? – powiedział.
Ja – oczywiście - porównuję. Ta sama matryca, ta sama mentalność. W pewnych okolicznościach byłaby zapewne ta sama działalność; historycznych analogii nie brak. Ekstremizm religijny powinien być zwalczany zanim przerodzi się w terroryzm. Muzułmański, żydowski, chrześcijański, hinduistyczny, sikh. Ekstremizm religijny nigdy, w całej historii ludzkości, nie stworzył niczego pozytywnego, ani dla jednostek, ani dla ludzkich zbiorowości. Bardzo często zaś zabijał, niszczył i palił. Zawsze zaś wywracał na nice wolę Boga i boże Słowo. Mam nadzieję, że w roku 2009 taka „oczywista oczywistość” stanie się dobrem powszechnym. I tego Państwu z całego serca życzę.

poniedziałek, 15 grudnia 2008

ZOMBIE

Zachęta demoralizuje dzieci za publiczne pieniądze i w związku z tym napływają do Zachęty, Ministerstwa Kultury i Rzecznika Praw Dziecka listy protestacyjne: „nie dopuśćmy, by demoralizowano niewinne dzieci nasze za publiczne pieniądze”. Autorzy listów wystawy w Zachęcie nie widzieli (podobnie jak ostrzeżeń w kasie biletowej i szatni, że wstęp do niektórych sal wyłącznie za zgodą rodziców), ale wiedzą, że trzeba protestować, bo grupa zatroskanych patriotów i katolików (rzymskich) im to powiedziała.
Zatroskanych patriotów i katolików wzburzyło dzieło Maurycego Gomulickiego; co ja będę opowiadać: Państwo popatrzą (jeśli Państwo ukończyło 18 lat i już wie, że w istotach ludzkich występują dwie płcie, różniące się między sobą pierwszo- i drugorzędnymi cechami i oczywiście jeśli się państwo nie ślinią do każdego kawałka golizny, bo to według jednych może się skończyć ślepotą, a według innych – nagłym porostem włosów na dłoniach).
Wśród zatroskanych są jacyś luminarze z Naczelnej Rady Adwokackiej, co najmniej jeden poseł i przede pewna dama z Warszawy, która w Gościu Niedzielnym agituje do chwalenia twórców za wartości pozytywne w sztuce i reklamach i ganienia za wartości niepozytywne.
Do wartości niepozytywnych zaliczamy nagość, to wiadomo. Zaliczamy homoseksualizm i w ogóle, wszelkiego rodzaju żydostwo. Nie zaliczamy przemocy, a zwłaszcza nie zaliczamy bezbrzeżnego festiwalu podłości i głupoty, serwowanego nam przez naszych (z chlubnymi wyjątkami) przedstawicieli we władzach ustawodawczej, wykonawczej i prawodawczej, zwłaszcza tych, którzy wywodzą się ze środowisk prawdziwie patriotycznych i katolickich (rzymsko).
Od wieka wieków, występują i łączą się w stada osobnicy, którzy posiedli patent na przyzwoitość i gotowi są ową umiejętnością dzielić się z osobnikami, którzy zdolności owych nie posiedli. Właściwie każde pokolenie musi się z podobnymi natrętami użerać. Krzyż pański mają z nimi zwłaszcza artyści, z natury rzeczy ludzie wolni i niezależni. Tym większa wartość artysty, im odleglejszy jest w swojej sztuce od „średniej krajowej”. Odmienność jest cechą odróżniającą artystę od połykaczy chipsów. Kto się artyście wpieprza, ten zatrzymuje postęp, nieustanne poszerzanie ludzkich zdolności i horyzontów myślowych. Myśleliśmy, że to już zostało ustalone, przy Van Goghu, Klimcie, Schielem, Manecie, Matissie, Picassie… Ale nie, potwory, wiecznie te same, jak zombie, wyłażą spod ziemi i trują smrodkiem kruchty…
Czy to tylko ścieranie się dwóch równouprawnionych poglądów? Tych, którzy sądzą, że jeśli Dobry Bóg stworzył człowieka z cechami płciowymi, to wiedział, co robił i tych, którzy Boga chcą koniecznie poprawić i zasłonić części człowieka, które ich zdaniem Bogu się nie udały? Nie, odkąd obowiązuje (a obowiązuje od 60 lat) Powszechna Deklaracja Praw Człowieka. Artykuł 19 głosi: „Każdy człowiek ma prawo do wolności opinii i do jej wyrażania; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice”. Zaś Artykuł 22 głosi: Każdy człowiek ma (..) prawo do urzeczywistniania (…) swych praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych, niezbędnych dla poczucia godności i swobodnego rozwoju osobowości.
A to oznacza, że LPR-owcy, wpieprzający się zawsze i wszędzie artystom, łamią prawo, jako, że Polska jest sygnatariuszem PDPCz, o czym, powiedzmy, damy z Warszawy i redaktorzy Gościa Niedzielnego nie musza wiedzieć, ale przedstawiciele LPR-u w Naczelnej Radzie Adwokackiej (godło z napisem „Prawo, Ojczyzna, Honor") – i owszem. I państwo ma obowiązek chronić artystę przed LPR-owcami i innymi wstecznikami.
Aby nie stało się z Maurycym Gomulickim (toute proportion gardée), co z Botticellim i Ammannatim po Soborze Trydenckim: zmuszeni przez kontrreformację do artystycznej abiuracji, potępienia nagości i wszelkiej świeckości w sztuce – nie stworzyli już ani jednego dzieła godnego uwagi.